INDIE - POCIĄGI... uff

No cóż przemierzać Indie i nie jechać pociągiem to jak dostać pączka bez dżemu. Pociągi serwują to co w Indiach najciekawsze: odrobinę egzotyki, kilka godzin czekania i wiele emocji J

Zacznijmy od początku: aby kupić bilet trzeba mieć mocne nerwy. Na popularnych trasach nie da się już raczej podróżować bez rezerwacji z wyprzedzeniem, nawet kilkudniowym. Warto to więc zrobić jeżeli ktoś chce być pewien że danego dnia chce dotrzeć do konkretnego miejsca. Dla lubiących mocne wrażenia warto pokusić się o rezerwację biletu tego samego dnia ? życzę dobrej zabawy.

MIEJSCE

Dworzec kolejowy znajduje się pomiędzy stacją metra New Delhi a popularną częścią miasta: Wielki Bazar.

PIERWSZY RAZ

Jeżeli ktoś jedzie na dworzec pierwszy raz polecam dojechać metrem do stacji New Delhi i wziąć rikszę na dworzec i nie opuszczać jej dopóki nie zobaczy się miejsca jak na zdjęciu. Tam nie dać się i twardo ruszyć przed siebie. Stojąc przed tymi znakami należy udać się na lewo i przejść na wskroś przez halę z tablicą, na której ogłaszane są kolejne pociągi i ich perony. Tam znajdują się schody i na piętrze jest International Tourism Office (pon-sob: 8-20, niedz: 8-14). Miejsce, w którym można kupić bilet do ok 4 h przed odjazdem, o ile oczywiście są dostępne miejsca. Raz jeszcze zaznaczę: nie dać się żadnym ?przyjaciołom?, których z pewnością pojawi się mnóstwo. Najlepiej iść prosto do celu, zdecydowanie, a na zaczepki (jedna osoba potrafi iść obok nawet przez 5 minut i mówić Hello, hello, hello?., brawo za wytrwałość) nie odpowiadać nic, nawet nie odwracać głowy.

Dla żądnych wrażeń. Warto też nie słuchać powyższych rad i zdać się na przyjaciela ? takiego nowego, fajnego, który jest bardzo uczciwy i dlatego chce nam pomóc. Oh? rąk by zabrakło aby ich zliczyć! Powiesz sobie: Myślałby kto! Piszą w tych głupich przewodnikach, że trzeba uważać, a tu każdy chce pomóc. Tak, tak? Skorzystaj i się przekonaj! W końcu każde doświadczenie uczy. Nowy przyjaciel z pewnością skieruje Cię do miejsca gdzie powinieneś kupić bilet na pociąg, tylko trochę nie tego co trzeba i trochę w drugim kierunku. Tam z pewnością złapię Cię inny przyjaciel, pokaże dokumenty, pogada i powie, że nie można i nie da się i że trzeba było przyjść kilka dni wcześniej? Ale! Można! tylko trzeba jechać do biura dla turystów, które jest oczywiście położone w innym miejscu, ale on załatwi auto (w Indiach tak nazywa się popularnie zwany Tuk-Tuk), on nawet załatwi niższą stawkę. No przecież jest przyjacielem!!! Riksza weźmie Cię tam i z powrotem i w ogóle super. Tam już czekają na Ciebie aby Cię nieco ograbić, tzn. są to biura które naprawdę sprzedają bilety, ale zazwyczaj nieco drożej i zazwyczaj nieco Cię nastraszą, że nie da się czegoś, coś jest anulowane i w ogóle to konieczny jest pakiet wszystkiego z wszystkim aby mieć w ogóle cokolwiek. To są profesjonaliści! Marketingu uczy ich życie, a to najlepsza szkoła. Może się nie skusisz, może wybiegniesz, ale znajdzie się następna riksza, która zawiezie Cię do innego bardzo zaprzyjaźnionego biura i będziesz wałkował to samo. Może się skusisz i kupisz, ale kupisz trochę więcej niż chciałeś i za drożej niż powinieneś. Jeżeli po przeczytaniu zdecydowałeś się zrobić to prościej wróć do części ?Pierwszy Raz?, bo przecież można to zrobić prościej.

Tak ogólnie: zachować zdrowy rozsądek i nie bać się. Zwłaszcza jadąc nocnym pociągiem, zwłaszcza będąc ?jedynym obcym w mieście? i zwłaszcza będąc kobietą. Pociągi są z zasady bezpieczne, są nawet bezpieczniejsze niż autobusy nocne, które często się psują i koniec, kropka staje się w pustkowiu. Dworzec, a zwłaszcza perony z pewnością przyprawią o gęsią skórkę (ale chyba wszyscy to lubią). Mnóstwo ludzi: tych śpiących, leżących, żebrzących i jeszcze tych plujących (o tym też będzie). Do tego psy, śmieci no i wszędobylski zapach moczu ? ogólnie sielanka. No i wszyscy się na Ciebie gapią (rzadko używam tego słowa, ale nie ma tutaj innego adekwatnego), do tego nikt z nich się nie uśmiecha, a jeżeli już to są to Panowie, których uśmiechu nie warto odwzajemniać. Co i raz przechodzi Pan sprzedający łańcuchy i kłódki. I na to wszystko z megafonu padają po angielsku słowa: ?Please, do not make Any friends AT the train station? i każdemu zasycha w gardle. No i jest jeszcze to dziwne uczucie, że wiele osób po prostu Cię okrąża i podąża za Tobą gdy Ty się przemieszczasz i tutaj informacja ? to nie jest uczucie. Trzeba się nie przejmować bo  co kraj to obyczaj, a akurat w Indiach gapienie się z bardzo bliskiej odległości to nic złego. Dodatkowo to Ty jesteś tam ?egzotycznym? elementem ? nie dość że jakiś taki bladawy to jeszcze często ma kudłate wypłowiałe włosy i jest obładowany niczym wielbłąd. To dopiero egzotyka J