TAJLANDIA - BO WSZYSTKO DA SIĘ ZJEŚĆ

Jednym z cenniejszych skarbów Tajlandii jest z całą pewnością jej kuchnia. Nie da się nie zauważyć ogromu oferowanych dań. Uliczne stragany zachęcają zapachami i nęcą wzrok przechodniów kolorowymi przekąskami.

Warto się zapuścić w zaułki miasta na lokalne targi. Tam właśnie tajska kuchnia rozrzuca swoje bogactwo. Jedzenie jest tutaj tak tanie, że statystyczni Tajowie nie gotują w domach bo wyszło by to ich drożej. Miasta zawsze są pełne stoisk z gotowymi daniami i ludzi poszukujących jedzenia. W wąskich uliczkach kryją się skarby... doprawione tak aby wykwintność smaku wyciskała łzy z oczu smakosza. Dajmy się uwieść...

Owoce...

Na każdym kroku można zakupić świeże owoce. Same rarytasy: słodkie ananasy, soczyste arbuzy, pachnące truskawki, przepyszne mango i wiele innych? wszystko ładnie posiekane, zapakowane w woreczki i podane z patyczkiem - dłuuugą wykałaczką. Taki rodzaj zdrowego Fast food'a. 20 Bath i już można się delektować przepysznym skarbem, do którego jak najbardziej dodane są przyprawy - sól, pieprz i chili... no cóż to już nie jest konieczne.

Warzywa...

O ile nie gotujemy w domu to nie ma sensu się w tym temacie zagłębiać. Warzyw nie znajdziemy tutaj tak wiele i głównie są one traktowane jako dodatki do potraw - dodające smaku przyprawy. Ze względu na popularne w Tajlandii żywienie się "na mieście" mało jest tutaj straganów z warzywami. Głównie występują one już w potrawach, ale jak już wspomniałam - są jedynie dodatkami do mięsnej potrawy.

Owoce morza...

Najbardziej rozpowszechnionym (czyt. spożywanym wszędzie i przy każdej okazji) żyjątkiem jest kalmar. Krewetki, ośmiornice, oraz wszystkie inne stworzenia morskie są podawane na przeróżne sposoby. W wersji na sucho, na mokro, w sosie warzywnym lub własnym. Siedząc w lokalnym barze można się skusić na suszoną kałamarnicę, jednak sami Tajowie mówią że muszą być już mocno wstawieni aby jej ostry zapach nie był przeszkodą w konsumpcji. Innym rarytasem są jaja kałamarnicy. Ta galaretowata potrawa jest tutaj przysmakiem, który uwielbiają wszyscy. Gdy siedziałam wieczorem w przemiłej knajpce zlokalizowanej na starej stacji kolejowej moi znajomi (Tajowie) przynieśli z okolicznych straganów przekąski do piwa. Prażone orzeszki pomieszane z bobem, groszkiem i świeżą cebulką - przepyszne! Kulki z mielonej wieprzowiny smażone na głębokim tłuszczu - mniej pyszne... i takie coś czego nie byli w stanie mi wytłumaczyć - podali jedynie nazwę. Galaretowata potrawa smażona z dodatkiem przypraw. Dopiero "wujek Google" wyjaśnił mi co zjadłam... Moja mina wyglądała mniej więcej tak :/ To obrazek, który dobry wujek załączył  http://photography.colinpurrington.com/Nature/Animals/18396597_VQghRz/1681461014_zZcx8nr#!i=1681461014&k=zZcx8nr

Ryby...

Piękne okazy prosto z morza można zakupić praktycznie wszędzie. Przepysznie doprawione, grillowane, świeże i bogate w cenne składniki odżywcze. 

Mięso...

Tutaj nie sposób się nie rozpisać. Mam ogromny dylemat czy pisać mięso, czy też po prosu - martwe zwierzęta. Nie jest to wcale spowodowane moim długotrwałym wegetarianizmem, ale raczej tym co tak naprawdę można zakupić. W końcu wg. dyrektywy Unii Europejskiej z 2003 roku - mięso to ta część zwierzęcia, która jest zbudowana z mięśnia... A jak w takim razie nazwać np. kurze łapki?  Prawda jest taka, że Tajowie nie marnują niczego, każda część zwierzęcia jest jadalna i co wrażliwszym radzę się dopytać co dokładnie znajduje się w zupie, która tak pięknie pachnie. Bo np. nagle może się spod kołderki liści wyłonić dzióbek kury i jej głowa i degustator będzie musiał zmierzyć się "oko w oko" z tym martwym delikwentem.


Inne takie...

Są też takie rzeczy, które nie podpadają pod żadne kategorie. Można np kupić sobie puszkę z gołąbkiem... i tutaj wszystkie polskie żołądki będą musiały się zmierzyć z prawdziwym a nie tym w liściu kapusty (notabene co taki liść kapusty ma wspólnego z gołębiem???). Jajka to kolejny przysmak, zajadają się nimi wszędzie i o każdej porze dnia. Koniecznie trzeba jednak uważać na to jakie jajko się kupuje ponieważ w sprzedaży są: kurze, przepiórcze, kacze, fermentowane, z niedorozwiniętym kaczątkiem w środku... i tutaj pełna wariacja jak bardzo to jajko ma być rozwinięte-niedorozwinięte.

Robaki...

Soczyste robaczkiStarałam się przełamać i spróbować tego rarytasu. Byłam już bardzo blisko, ale... moje wyuczone poczucie estetyki wygrywało gdy robaczek zbliżał się do ust :/ Wiem, że są smażone na rozgrzanym oleju i tak naprawdę smakują jak chipsy, ale... nie udało mi się przełamać. 






No cóż przede mną jeszcze kilka miesięcy w podróży... kto wie czego jeszcze spróbuję :)

Moja pierwsza krewetka